Dalszej części teleskopów wam nie pokażę ,(przynajmniej narazie) ponieważ pani stomatolog nie bardzo wiedziała co się robi z koronami pierwotnymi , i zamiast zadzwonić poszła na czuja i osadziła je na stałe. Muszę robić je na nowo a jak wiadomo rodzina zawsze może poczekać
))). Jak się jednak okazało to nie był koniec “13 w piątek”. Nowo poznana pani doktor przyszła z pracą od 13 do 23 porcelana na zatrzaskach przy czym 13 miał być dowieszką. Wszystko wydawało się być ok więc bez najmniejszych oporów przyjąłem pracę. Problemem był krótki czas wykonania. Swoją drogą nie mam pojęcia jak to jest , że w towarzystwie bardzo psioczę na krótkie terminy wykonania prac, a jak przychodzi co do czego to nie potrafię się sprzeciwić. Ja jestem zwolennikiem , żeby zatrzask na dowieszce stanowił jego podniebienną część. Moim zdaniem obciążenie na pozostałe filary jest takie samo a
efekt kosmetyczny sto razy lepszy.

Po drugiej stronie zatrzask umieściłem normalnie (czyli na dystalnej części korony). Przyjemne było to , że w zgryzie było tyle miejsca , że nie musiałem się obawiać o miejsce na inter lock , czy na prowadzenie. Praca poszła do przymiarki i wszystko było ok…. ! Po powrocie normalka napalanie, znów do miary i wycisk pod szkielet. (podkreślam fakt , że według pani doktor wszystko pasuje dobrze). Porcelany wam nie pokazuje ponieważ nie ja ją napalałem a jak wiadomo to mój blog i pokazuję tylko swoją robotę. Bardzo długo szkielety z zatrzaskami powielałem masą Begoską “Wirofine” ale od jakiegoś czasu jej dokładność nie była zadowalająca. Za namową kolegów przerzuciłem się na Schera cast 2000 i jest naprawdę dobrze. Wiem , że to wygląda jak reklama, ale wierzcie mi , że tak nie jest. Dowód jest taki, że blog umieszczony jest na stronie firmy Mikran a sklep ten nie oferuje produktów Schera. Jedynym minusem jest fakt , że temperatura końcowa wygrzewania pierścieni jest o ponad 100 stopni niższa od wszystkich mas begoskich. A zresztą żeby nie było , że faworyzuje jakieś firmy to mój kolega wszystko zatapia w Castorit i nawet nie używa kalki do osadzenia. (A ma tej roboty naprawdę wiele). Ale do sedna.
Jak widać szkielet się odlał, ale nie obyło się bez niespodzianek. Mianowicie dałem za mało metalu i kanały kończyły się w połowie drogi do guza. Nic tam po walce z kalką osadziłem go i byłem cały zadowolony. Założyłem matryce i szkielet zatrzaskiwał się “jak ta lala”. Nie wiem jak wy ale ja nigdy nie mierzę szkieletów na zatrzaskach. Czasem jednak myślę , że to błąd;). Ustawka wykończenie polerka i …. dramat. Nic nie pasuje. Dopiero kiedy pani doktor udała się do swojego kolegi u którego jeszcze jakiś czas temu pracowała okazało się , że źle osadziła strukturę i , że 13go w piątek trwa nadal. Jak sądzę dalszy komentarz jest zbędny. Pozdrawiam wszystkich którzy tak jak ja uwielbiają robić pracę dwa razy…


