zgryz

Witam wszystkich.

Dzięki uprzejmości firmy Mikran , która udostępniła mi miejsce na stronie internetowej spróbuję pisać coś na kształt bloga (jeszcze nigdy tego nie robiłem).  Postaram się aby moje “wypociny” były impulsem do delikatnej dyskusji o naszym zawodzie.

Jestem technikiem dentystycznym, który swoją przygodę z tym zawodem rozpoczął kilka  lat temu. Generalnie bardzo lubię tą pracę. Jednak są takie chwile , które powodują że odechciewa mi się tej pracy. Jestem pewien że sytuacja jaką opiszę przytrafiła się wielu z was.  Mianowicie jakiś czas temu zadzwonił do mnie “szef” pan doktor i radośnie poinformował mnie ,że będzie szlifował “kopyto”.  Super. Oczywiście jak tylko odebrałem wycisk policzyłem punkty przemnożyłem przez nasze polskie złote i uśmiech na mojej twarzy zagościł. Ale jak tylko zrobiłem model i zazwierakowałem zaczęło się… . Zgryz kaplica. Dzwonie więc do “szefa” ,ale w odpowiedzi na moją prośbę o nowy kęsek słyszę “NIESTETY TO NIE JEST MOŻLIWE PONIEWAŻ PACJENT MA ZAŁOŻONE KORONY OCHRONNE I ZDJĄĆ JE MOGĘ TYLKO WTEDY KIEDY W RĘKU BĘDĘ MIAŁ GOTOWĄ PRACĘ”.  Ok staram się więc wykorzystać moje doświadczenie i sam ustalam zgryz. Robię metal, potem napalam porcelanę, wkładam w to dużo wysiłku i co…? Oczywistą oczywistością jest to że zgryz jest zły. Czekam aż coś tam wykombinują, po czym zaproszony jestem na oględziny pacjenta. I tu problem się zaczyna. Praca generalnie ładna ( co mam powiedzieć przecież to moja ;) ). Ale widzę, że zgryz zły. Pacjent mówi , że coś mu nie pasuje, ja widzę dokładnie co ale… “szef” wciska mu kit, że tak ma być i że wszystko jest ok. Biorę więc go na bok i wbrew własnemu instynktowi mówię, że jeżeli będzie trzeba to zrobię tą pracę na nowo. Szef o mały włos przewrócił by się ze śmiechu, po czym wraca do pacjenta i mówi mu “TO JA TU STUDJOWAŁEM STOMATOLOGIĘ WIĘC NIECH PACJENT BENDZIE UPRZEJMY SIĘ NIE ODDZYWAĆ” .

Mój udział w tej historii się zakończył, ale zgaga pozostała. Więc po tym przydługawym wstępie mam pytanie. Jaki mamy (lub ja mam) wybór? Robić tak jak to opisałem i mieć wyrzuty sumienia, czy sprzeciwić się i jak sądzę stracić pracę? Jeżeli ktoś z państwa zechce włączyć się do dyskusji to będzie idealnie . Pozdrawiam i życzę miłego tygodnia w laborce:).

Hubert

7 odpowiedzi do “zgryz”

  1. Marzena mówi:

    Hubercie,ciężka sprawa.Zrobiłes błąd a mogłes to wszystko latwo naprawic.Skoro nie byłes pewnien zgryzu trzeba było dążyc do przymiarki metalu,nawet kosztem tego ze sam bys zrobil czasówki.Skoro lekarz sprzedał tą prace to już jego biznes ale sam widzisz ze uczciwosc dreczy.Ja na pewno tez bym nie mogla sie pogodzić z tym ze wiem ze moja praca jest zła.Zły zgryz to meczarnia dla pacjenta.Mozliwe,ze troche uda sie to skorygowac ale jezeli nie to bedzie to stala bolączka pacjenta.Trudno stalo sie,na przyszłosc nie pozwól na to aby lekarz nie dal Ci dobrego zgryzu a najlepiej niech zrobi go przed oszlifowaniem zebow,wtedy pacjent ma łatwość w złapaniu prawidlowego zagryzienia,po oszlifowaniu wiekszej ilosci zebow,manewrowanie jest tak naturalne ze ciezko ustalic zwarcie.

  2. technik mówi:

    Jak dla mnie to powinieneś robić to co należy do Ciebie(czyli praca),a przed podobną sytuacją brać zaświadczenie(jakieś pisemko z pieczątka i podpisem) od lekarza że w razie czego nie odpowiadasz za prace i że cała odpowiedzialność ponosi lekarz.
    Takie jest moje zdanie, a jak nie to poszukać innego lekarza w końcu jest wybór i może trafi Ci się ktoś kto będzie współpracował z technikiem jak należy;)

  3. duncana mówi:

    wydaje mi sie , ze zrobiles blad napalajac porcelane nie majac pewnosci co do zgryzu. Jak takie bylo stanowisko dentysty, to trzeba bylo zrobic koronki czasowe, ktore by nalozyl po sciagnieciu “swoich”.

  4. KatDom mówi:

    Panie Hubercie. Jestem w zawodzie od 19 lat. Wspólpracuję z technikami bardzo długo, na początku był to mój osobisty małżonek ( który jest też stomatologiem ,ale i technikiem) ,obecnie mam trzy pracownie na różne potrzeby.
    Powiem Panu jedno,takie traktowanie przez lekarza pańskiej pracy świadczy tylko o beznadziejnym poziomie tego lekarz i radzę zaprzesteć z nim współpracy ,bo pewnie nie jeden raz będzie musiał Pan wysłuchiwać jego bezzasadnych uwag, a to jest bardzo frustrujące .
    Pańska praca jest moim zdaniem więcej warta niż to ,co robi lekarz w odniesieniu do konkretnego przypadku protetycznego.Musi Pan zrobić coś ,czego nie ma ,nie widząc pacjenta ,a to jest naprawdę wielka sztuka i trzeba mieć ogromną wyobrażnię i umiejetności żeby to zrobić. Szacunku do pracy technika nauczył mnie mój mąż.Dlatego teraz nie mam większych problemów ze współpracą ,jak trzeba coś poprawić to robię to ,bo wiem ,że od tego zależy efekt całej pracy.Wiem ,że są koledzy dentyści ,którym wydaje się ,że wszystko wiedzą lepiej.Przed takimi niech wszystkich techników strzeże opatrzność.
    Życzę owocnej współpracy i proszę nie dać sobie “w kaszę dmuchać”.Pozdrufka Katarzyna

  5. Lidia mówi:

    Lekarz bierze całą odpowiedzialność za to co wykonuje u pacjenta ,ale niesmak po takiej dyskusji pozostaje. Źle to świadczy o doktorze , oj źle. Taki pacjent na pewno wróci z bólami SSŻ albo wcześniej z pretensjami , że w tym się jeść nie da wtedy współczuję zdejmowania mostu , a to on musi zrobić a nie technik. Trudno wmówić pacjentowi , że jest dobrze jak jest źle. Pozdrawiam .

  6. sindri mówi:

    Witaj! W mojej kilkunastoletniej karierze technika zdarzaly mi sie takie sytuacje na poczatku pracy. Ja to nazywam “dopasowaniem pacjenta do uzupelnienia”. Zaczynalem, uczylem sie i nie “podskakiwalem” lekarzom, zeby ich nie stracic. Ale z czasem moje podejscie zmienilo sie. Delikatnie, z usmiechem, troszke podstepem przekonywalem i prosilem o nowy wycisk.Przeciez tu chodzi o caloksztalt-zadowolony pacjent pusci fame, ze tutaj ladnie robia zeby- to i lekarz zarobi i my. Czasem skutkowalo. czasem nie. Z takimi lekarzami, ktorzy wala takie teksty nie warto wspolpracowac. Ja osobiscie nie napalam porcelany, mimo ze znam sie na rzeczy i bylem na paru kursach -swietnie robi to moja kolezanka (ja robie podbudowy). Jej maz jest stomatologiem. Zanim sie poznali, to nie wiedzial ile czasu potrzeba na wykonanie danej pracy.Teraz ma duzo szacunku do naszej pracy. Jesli bedziesz na kongresie w szczyrku, to mozemy pogadac. Pozdrawiam

  7. uciekinierka mówi:

    Witam Hubercie . Od kilkunastu lat czynnie pracuje w zawodzie technika i niestety takie sytuacje jak Twoja przytrafiaja sie chyba kazdemu . Pani Kasia ma racje Nasza praca jest zbyt cenna aby lekarz typu ‘’szef” w sposob ,,per noga ” traktowal Nas technikow i Nasze prace , ktore sa rękodzielnictwem , po to aby kase zrobić. W takich przypadkach rozwiazuje umowe z lekarzem .
    pozdrawiam Joanna

Dodaj odpowiedź